programy
kategorie

Mamy mają moc - Anna Tańska-Zbróg

sez. 1, odc. 1
MAMY MAJĄ MOC to rozmowy o dzielnych mamach, które każdego dnia stawiają czoła wyzwaniom macierzyństwa, ukazując przy tym niesamowitą siłę miłości i odwagę. Program ma na celu pokazanie, że każdy lęk można oswoić, dając sobie i swoim pociechom poczucie bezpieczeństwa. Bohaterką pierwszego odcinka jest Anna... rozwiń
Tranksrypcja:Mój mąż jest największą miłością mojego życia....
rozwiń
On jest największym moim wsparciem, największym moim przyjacielem.
I osobą, na której zawsze mogę polegać. Nas w pewnym stopniu spotkała jakaś trudność,
bo mamy synka z niepełnosprawnością... żeby było inaczej i łatwiej, gdybym na przykład nie miała synka z zespołem Downa...
ale może wtedy nie miałabym tego, co mam teraz.
Mam to, co zawsze chciałam mieć:
kochającego męża i najcudowniejsze dzieci na świecie.
To będzie historia o wyjątkowej kobiecie, choć ona sama twierdzi, że wyjątkowa wcale nie jest.
Jest mamą dwójki dzieci: Natalii i Miłosza, który ma zespół Downa.
Może być wspaniałą inspiracją dla wszystkich innych kobiet, które borykają się z różnego rodzaju problemami
trudnościami, wątpliwościami.
Poznajcie Annę Tańską - Zbróg, bohaterkę mojego cyklu "Mamy Mają Moc".
Aniu, to jest tablica wspomnień, chciałabym, żebyś na niej powiesiła swoje najcenniejsze chwile
z waszych rodzinnych albumów. Wiem, że coś dla nas przyniosłaś.
Tak, wybrałam kilka zdjęć,
które obrazują moją rodzinę,. Na pierwszym zdjęciu jesteśmy wszyscy,
czyli mój mąż Tomek,
córka Natalia
i Miłosz.
Drugie zdjęcie, to moje roześmiane dzieci
w drodze nad morze.
Bardzo lubią podróże,
zresztą chyba widać?
Tak
Trzecie zdjęcie to dumny przedszkolak
z ostatniego przedstawienia.
Miłosz bardzo lubi Strażaka Sama i jest tutaj w jednym
ze strojów głównych bohaterów.
Kolejne zdjęcie, to takie sprzed ostatnich tygodni,
to duży sukces naszej córki
piąta klasa, świadectwo z czerwonym paskiem. No to rzeczywiście sukces.
Przedostatnie to Natalia i Miłosz w drodze do szkoły i do przedszkola.
I ostatnie zdjęcie, to takie bardzo dla mnie sentymentalne...
To jest ostatni dzień mamy Miłosza w przedszkolu.
Nasze wspólne selfie.
Ania, wspomnień w twoim życiu co niemiara.
Chciałbym z tobą o tym porozmawiać, ale też o tym, co wydarzyło się w życiu waszym, w waszej rodzinie w ciągu ostatnich kilku lat. Zapraszam na moją kanapę.
Dziękuję
Ania, mówisz, że nie jesteś wyjątkowa, ale ja myślę, że na pewno masz wyjątkową rodzinę...
Jakbyś mogła nam o niej opowiedzieć.
Tak, mam najcudowniejszą rodzinę na świecie,
cudownego męża, który jest dla mnie ogromnym wsparciem,
który jest najcudowniejszym
tatą dla naszych dzieci.
Mam świetną córeczkę, która ma 10 lat
i najukochańszego Miłoszka, który skończył 6 lat
i jest cudownym, świetnym przedszkolakiem,
który ma swoje zdanie, jest uparty,
ale uśmiecha się tak,
że każdy najbardziej pochmurny dzień potrafi
rozweselić.
Moja rodzina jest wyjątkowa, najfajniejsza, najpiękniejsza na świecie, ale też taka najbardziej normalna,
taka zwykła, taka która
boryka się z takimi samymi
problemami, jak każda inna rodzina.
Tak samo chodzimy do pracy, chodzimy
do szkoły, do przedszkola.
Spędzamy razem wspólnie czas, lubimy się bawić,
cieszyć każdym dniem...
Mówisz, o mężu który jest dla ciebie ogromnym wsparciem
ale wiesz, to nie jest dosyć popularne, bo w dzisiejszych czasach kobiety
chcą być takie samodzielne,
takie otwarte, takie silne.
Czasami zapominamy o tej drugiej połówce, a ty od tego wychodzisz...
Tak.
Dlatego, że mój mąż jest największą miłością mojego życia.
On jest największym moim wsparciem, największym moim przyjacielem
i osobą, na której zawsze mogę polegać
i osobą, która trzyma naszą rodzinę w ryzach.
Która od samego początku, kiedy coś się działo złego czy dobrego
potrafiła to wszystko
odpowiedzialnie rozegrać.
Nie znam drugiego takiego człowieka.
I myślę, że to jest najważniejsze.
Żeby znaleźć drugiego człowieka,
z którym chcesz spędzić swoje życie
bez względu na to,
czy dotykają cię problemy
i trudności
czy nie.
nas w pewnym stopniu spotkała jakaś trudność,
bo mamy synka z niepełnosprawnością,
ale pytanie, czy to jest trudność
czy właśnie nie - czy to jest właśnie dar?
Ja teraz z perspektywy lat myślę, że to był największy dar,
który scalił naszą rodzinę, dar od Pana Boga,
który niełatwo było przyjąć.
Bo trzeba było to wszystko sobie poukładać,
przegryźć i jeszcze raz przeanalizować,
ale w momencie, kiedy się udało,
to on nas wszystkich scalił i powoduje to, że jesteśmy
jesteśmy razem.
Mam to, co zawsze chciałam mieć:
kochającego męża i najcudowniejsze dzieci na świecie.
Wydajesz się szczęściarą.
Pod wieloma względami i myślę,
że to szczęście, to masz nie tylko ty,
mają takiego męża, czy taką rodzinę, ale też myślę, że ten mąż,
też ma żonę
i jest szczęściarzem w tym temacie.
My naprawdę nie umiemy cieszyć się tym, co mamy.
Nie umiemy docenić tego, co mamy, do momentu,
kiedy albo to stracimy, albo jesteśmy na
mamy jeszcze trochę szansy i jesteśmy na takim etapie, że możemy to odzyskać.
Myślę, że może chciałbym, żeby było inaczej,
może by było inaczej i łatwiej, gdybym na przykład nie miała synka z zespołem Downa,
ale może wtedy nie miałabym tego, co mam teraz,
może gdyby nie Miłosz, nie bylibyśmy taką szczęśliwą rodziną.
Dlatego naprawdę trzeba doceniać to, co się ma,
cieszyć się z tego, co się ma i nie myśleć o tym wszystkim, co będzie jutro
ja często myślę o tym, tak jak powiedziałam i mówię o tym, powtarzam,
bo takie myśli nie są
nieuchronne w momencie,
kiedy ma się dziecko niepełnosprawne, które w jakimś stopniu zależy...
jego dobro, jego życie zależy od ciebie - może nie do końca tak, jak w przypadku dziecka zdrowego
Wiesz, muszę zadać to pytanie, bo na pewno to jest też dla was ważne:
Czy wy chcecie żyć normalnie? Tak.
Ale czy czujecie, że
tak też się na Was patrzy
jak na normalną rodzinę?
Myślę, że tak, myślę, że wszyscy dookoła
się przyzwyczaili do tego, że mamy synka z niepełnosprawnością.
Zresztą Miłosz jest cudownym chłopcem, ma 6 lat i świetnie się odnajduje w swoim środowisku
swoich rówieśników i nie tylko.
Myślę, że w naszym miejscu, gdzie mieszkamy
to już nikogo nie dziwi, że jest Miłoszek
i wszyscy go bardzo lubią
i tyle, dlatego staramy się, tak jak mówię, dla nas najważniejsze jest to,
żeby prostu żyć normalnie,
żeby się normalnie zachowywać, żeby nie robić z tego
ani widowiska ani problemu ani się tego nie wstydzić.
Miłosz ma w sobie takie iskierki w oczach, które po prostu każdy nawet najgorszy dzień potrafią rozchmurzyć.
Ma niesamowite poczucie humoru.
Potrafi rozłożyć na łopatki każdą najtrudniejszą sytuację.
W momencie, kiedy są sytuacje kryzysowe w naszej rodzinie, a czasami takie się zdarzają,
to on po prostu
podchodzi do mnie, trzymał mnie za rękę i zaprowadza do męża
I pokazuje, że to już jest konie,c że musimy się pogodzić, bo nie może tak być, że się do siebie nie odzywamy.
Jest po prostu niesamowity.
Myślę, że to, co ty mówisz, to jest taka życiowa mądrość i coś przepracowanego
myślę, że wiele rodzin
ma z tym problem, żeby przegryźć
ten problem niepełnosprawności swoich dzieci.
Czasami zamykają się na innych,
czasami udają, że właśnie nic się nie stało.
Takie myśli muszą się poukładać same w głowie. Jeden potrzebuje na to roku,
drugi człowiek kilku lat,
czasami ktoś sobie tego nie układa w ogóle...
Ja myślę, że w moim przypadku,
to nie był proces,
który pojawił się z dnia na dzień - ja musiałam to wszystko sobie poukładać,
trwało to trochę,
ale w momencie, kiedy sobie to poukładałam, to stwierdziłam, że muszę
zacząć myśleć o sobie
i o swojej rodzinie, tak jakby
nic takiego się nie stało, bo inaczej robię krzywdę wszystkim dookoła, a szczególnie swojej rodzinie najbliższej - mężowi i dzieciom.
I daje mi taką świadomość,
że żadnego dnia już nie odkręcę, że muszę po prostu
przeżyć ten dzień,
żeby wieczorem, kiedy kładę się do łóżka, pomyśleć, że nic nie straciłam.
Ale właśnie, kiedy
w którym momencie
wy jako rodzice pomyśleliście, co wtedy dzieje się z dzieckiem, które jest obok,
i w którym momencie wy zauważyliście,
że też musicie się pochylić też nad Natalką?
U nas nie było tego problemu. Różnica między Natalią a Miłoszem nie jest aż taka duża, bo Natalia miała trzy i pół roku, kiedy urodził się Miłosz.
Zarówno moja mama, jak i mama mojego męża,
moja siostra i brat mojego męża, czyli wszystko, cała najbliższa rodzina
Nie pozwolono mi być samemu - oni zawsze przyjeżdżali, zawsze byli.
Natalia zawsze była zaopiekowana i to jest ten sukces, żeby mieć wokół siebie ludzi
którzy nas rozumieją, którzy nas wspierają.
Wspominasz o tym,
że ty również
potrzebowałaś zaopiekować się sama sobą.
No właśnie, w którym momencie stwierdziłaś,
że no dobrze, to teraz
5 minut dla mnie?
Dla mnie takim samym były pierwsze urodziny mojego syna. On ma 6 lat, ale dla mnie ma 5.
Bo ten pierwszy rok, to był taki proces
pewnych etapów, które musiałam sobie przegryźć,
ale kiedy je przygryzłam, to po prostu wyszłam z domu, poszłam do fryzjera, poszłam do kosmetyczki,
powiedziałam, że ja muszę żyć dla siebie,
dla twojego męża i dla swojej rodziny.
Wiesz, myślę sobie, że często ciężko jest zaakceptować to, bo w różnych momentach życia
dowiadujemy się o tym, że nasze dziecko jest chore, że ma zespół Downa...
Ty w którym momencie tak naprawdę dowiedziałaś się?
Dowiedziałam się 3 minuty po porodzie.
Nie wiedzieliśmy nic na temat
zespołu Miłosza w czasie ciąży. Ciąża przebiegała książkowo
i to był do nas szok
myślę, że teraz z perspektywy
tych 6 lat, kiedy mam Miłosza
bardzo się cieszę, że ja nie wiedziałam o tej wadzie, nie wiedziałam o tej niepełnosprawności.
Dlatego, że nie myślałam o tym. Jak się urodził Miłosz, myślałam, że mi się świat skończył, że już mnie nic w życiu nie czeka, że to co było, to już minęło,
że już nigdy nie wrócę do pracy. Ja zawsze pracowałam z ludźmi.
I wydawało mi się, że już nigdy nie będę umiała z nimi rozmawiać, bo ja mam po prostu największe nieszczęście, jakie tylko może być na świecie.
Taki rodzaj piętna tak?
Tak, że spotkała mnie po prostu jakaś kara,
za coś za, co nie wiem, co zrobiłam, długo się nad tym zastanawiałam i w momencie,
kiedy się przekonałam, że to nie jest kara, tylko nagroda
a teraz już wiem, że nasz synek jest największym szczęściem, jakie nas mogło spotkać,
to wiem, że po prostu on musiał do nas trafić.
Ania, tak pięknie mówisz o swoich dzieciach, ale jestem ciekawa,
czy ty wiesz, co one o tobie sądzą, jak ciebie postrzegają, kim dla nich jesteś?
Dlatego przygotowaliśmy dla ciebie małą niespodziankę.
To jest film.
Nasza mama jest bardzo opiekuńcza. Miła no i troskliwa.
Jest dla nas wszystkim.
Kocham mamę za to, że ona nas kocha i że się nami opiekuje.
Jak chcę, żeby mama się uśmiechnęła, to ją przytulam
i całujemy.
Nasza mama nas kocha za wszystko,
za to, że jesteśmy. Jeśli miałabym sobie wymarzyć najlepszą mamę na świecie, to by była taka jak jest.
Czyli co, jesteś najlepszą mamą na świecie!
Mówisz, że nie jesteś wyjątkowa, ale moim zdaniem dla twoich dzieci na pewno jesteś.
Oni wyjątkowi są dla mnie.
Są najlepszą rodziną,
najcudowniejszymi dziećmi,
jakie kiedykolwiek mogłam sobie wymarzyć.
Także tego tobie życzymy, żebyś miała tak wyjątkową rodzinę
i tak wspaniałą,
tak szczerą, otwartą, jaką masz teraz
i może tego spokojnego snu, bo mówiłaś o tym, że zawsze robisz sobie taki
rachunek sumienia, czy wszystko udało się
tak jak powinno.
Więc tego ci życzę - żebyś zasypiała zawsze
z taką pewnością,
że to by dobry dzień.
Dziękuję.
Nawet najciemniejszy dzień i najgorsza ulewa są do przejścia, gdy masz poczucie bezpieczeństwa
jest przy tobie ktoś, kto widzi więcej i może wskazać ci drogę.
Dobry duch, opiekun, anioł.
W takich chwilach pomocne może okazać się ubezpieczenie
Dla mamy i dziecka, kiedy czujesz się zaopiekowana o wiele łatwiej jest dostrzec
światełko w tunelu.
komentarze
+1
+1
Ciekawe
Ważne
Smutne
Irytujące
Komentarze (1)
29-08-2019
JZ
Program sponsorowany przez firmę, która nieraz zwalniała pracownice będące matkami wracającymi z urlopu macierzyńskiego. Produkt stworzony chyba właśnie pod swoje byłe...Czytaj całość
zobacz więcej komentarzy (1)

    Napisz komentarz
    29-08-2019

    JZProgram sponsorowany przez firmę, która nieraz zwalniała pracownice będące matkami wracającymi z urlopu macierzyńskiego. Produkt stworzony chyba … Czytaj całość

    Rozwiń komentarze (1)